Nie wszystko dla siebie
Pieniądze same w sobie są dobre. Pozwalają na normalne życie, a także na ulepszanie go. Jednak mogą zrobić też wiele złego. Jak wiadomo: co za dużo to nie zdrowo. Pieniądze, jak się mówi, mogą poprzewracać w głowie. Ludzie bogaci, których stać na wszystko są często egoistami, którzy myślą, że mogą wszystko mieć. Dzieci, które mają bogatych rodziców, są często rozpieszczone. Chcą, aby wszyscy robili to, co im się podoba. Nie umieją zrozumieć, że nie wszystko kręci się wokół nich. Na szczęście są osoby, które pomimo tego, że mają wszystko, nie zapominają o tym, że powinni być dobrzy i nie być egoistami. Często jest tak, że ludzie, którzy nie mają wystarczająco dużo pieniędzy, rozumieją cierpienie innych i są wrażliwi. Są skłonni do poświęceń i myślą o innych. Bogaci czasami nie liczą się z uczuciami innych i myślą, że wszystko im wolno i są najlepsi. A często jest tak, że ci, którzy nie mają wszystkiego są ludźmi o wielkim sercu. Bo nie ważne jest ile ktoś ma, ale jakim jest człowiekiem. Pieniądze kierują całym naszym życiem. Są potrzebne na każdym kroku i nie da się bez nich obejść. Jest to przykre, że tak wiele zależy od kilku papierków i monet. Tak wiele, że jest to nawet ludzkie życie. Gdy ktoś zachoruje, aby wyzdrowieć potrzebuje lekarstw, czasami jakiejś specjalistycznej aparatury i oczywiście opieki lekarzy. Często muszą opłacać z własnych pieniędzy, by móc korzystać z tego wszystkiego. Tak trudno jest patrzeć na umierającego człowieka, a zwłaszcza dziecko, które tak niewiele przeżyło. Często jest tak, że rodziców po prostu nie stać na to, by zapewnić całkowitą opiekę. Starają się uzbierać te sumy zaciągając kredyty czy przez różne fundacje. To niezrozumiałe, jak można skazać małe dziecko czy kogokolwiek na śmierć z powodu braku pieniędzy. W krajach biednych jest to jeszcze bardziej rozpowszechnione, o ile o śmierci można tak powiedzieć. Ci, którzy mają pieniądze, a zwłaszcza bogaci powinni się dzielić, a niestety tak nie jest, a może nie umierało by tyle osób. Na świecie jest ciągła walka o pieniądze. Często jest to po prostu „wyścig szczurów”, nawet tam, gdzie jej być nie powinno. Idealnym tego przykładem, wręcz czegoś śmiesznego, a równocześnie- żałosnego, obserwujemy w rządzie, w polskiej polityce. Politycy, urzędnicy państwowi powinni z godnością dbać i reprezentować kraj. Ale jest to słowo „powinni”, które zostaje tylko słowem i nie jest raczej wcielane. Patrząc na walkę polityków o stanowiska i o władzę danych partii, można tylko z niechęcią, a nawet wręcz z odrazą pokręcić głową. Bo przecież te stanowiska dają pieniądze. Wszystko kręci się wokół tego. Wciąż obserwujemy różne afery, w których występują oczywiście pieniądze. Politycy powinni być godni tego, co robią. Jest to jak najbardziej prawda. Popatrzmy, że dla polityków zawsze są pieniądze, premie, wakacje, samochody, a oni walczą o jeszcze. Są po prostu zachłanni i samolubni, powinni się wstydzić przed społeczeństwem, bo kosztem zwykłych, uczciwych ludzi zarabiają i niszczą kraj.
Zakupy to rzecz względna, zależna od charakteru i usposobienia człowieka. Są ludzie, którzy bardzo lubią mówić, dużo mówić. Rozmowa to rzecz ważna, gdy chcemy coś kupić lub czegoś się o produkcie dowiedzieć np.: rodzaj i warunki gwarancji lub materiał. Ludzie nadużywający narzędzia mowy należą właśnie do tej grupy klientów. Mowa jest sposobem na ułatwienie kontaktu oraz na zdobycie informacji, jednak wykorzystywanie jej zanadto jest dość uciążliwe i irytujące. Klient -gawędziarz nie ustaje, ciągle pyta i rozmawia, wyciągając przy tym swój życiorys i przedstawiając swoja osobę. Próbuje również dowiedzieć się jak najwięcej o sprzedawcy lub częściej sprzedawczyni. Jest nastawiony na zakup, ale w minimalnym stopniu – nie musi nic kupić, chociaż może. Jest wobec tej decyzji obojętny i posiada dużo czasu – może zostać w sklepie do czasu, aż zostanie wyproszony (i tak może przyjść na drugi dzień). Jeśli uda mu wystarczająco długo porozmawiać jest szansa, że coś kupi – tak na pamiątkę. Są klienci, którzy są mniej uciążliwi, ale mają małą wadę – ulegają impulsowi. Nie jest to jednak stratą dla właściciela sklepu, bo to jest jednak po prostu dobry klient. Nie wiadomo do końca czy wpadł na pomysł: „muszę coś kupić” przy wchodzeniu do sklepu czy wcześniej, a może gdy już był w środku i zapoznał się cenami i jakością różnorodnych artykułów. Impuls jest na tyle silny, że rozum podpowiada mu jedno: „musisz to mieć teraz!” i nie ważne, czy zapłaci kartą czy gotówką – on to musi kupić. To bardzo wygodna „wersja” klienta dla sprzedawców, jest w miarę normalny, nie kłóci się, rozmawia, nie próbuje wywrzeć negatywnego wpływu na obsługę i nie oszukuje. Tak naprawdę, to tylko sam sobie szkodzi tym, że poddaje się zwykłemu impulsowi – kupuje rzeczy, które nie są mu potrzebne teraz, w tym momencie. Nie jest uciążliwy, choć może zadawać pytania, robi to jednak szybko i pochopnie, trochę brakuje mu doradcy – konkretnie podpowiadającego co zrobić, czy kupić ten konkretny towar. Cóż – impuls króluje w jego głowie.